Moje
palce zaciskały się na pękatym kubku, coraz ciaśniej, ignorując parzące ścianki.
Wdychałam powoli zapach unoszącej się herbaty, słodkiego, lepkiego karmelu z
gruszką. W błyszczącej tafli odbijało się moje zmęczone odbicie, ślad po ledwo
przespanej nocy. Zasnęłam nad ranem, raptem na dwie godziny, żeby obudzić się zlana
potem, przestraszona koszmarem, który się pojawił. Nienawidziłam siebie w tym
momencie tak bardzo.
Herbata
skończyła już parować, każdy kolejny łyk coraz mniej ranił język. Skrzywiłam
się nieznacznie; ból był jedyną rzeczą, którą chciałam wtedy czuć. Odchyliłam
się na krześle w kuchni i zamknęłam oczy.
Emocje,
które mną targały, nie zniknęły, ku mojemu przerażeniu rozpierały moja klatkę
piersiową coraz mocniej. Było jeszcze gorzej, bo analizowałam każdy fragment
minionej nocy. Przerażało mnie, że chciałam jednego, a robiłam dokładnie
drugie. No bo naprawdę? Irwin? Musiałam na głowę upaść. Jedyne racjonalne
wyjaśnienie nie to takie, że oszalałam. Bo inaczej tego się nie da nazwać.
Ashton spał jeszcze na kanapie,
kiedy jakieś pół godziny wcześniej na palcach przeszłam przez mieszkanie. Nie
chciałam go budzić, nie chciałam konfrontować naszej dwójki. A co, jeśli był trzeźwy?
A co, jeśli uknuł z Hemmingsem jakiś dziwny plan? Zaczynałam mieć paranoję.
- Widziałaś moją koszulkę?
Moje ciało przeszedł dreszcz i wróciłam do pozycji
pionowej, spoglądając na Ashtona, który wszedł do pomieszczenia. Jego wzrok
błądził po kuchni, szukając czegoś z irytacją.
- Zrobiłam z niej shake’a –
parsknęłam, podnosząc kubek, który trzymałam, do góry. – Uwielbiam ten aromat
potu. Jest niezwykle kuszący.
Ashton wywrócił oczami, a na
jego ustach zagościł ten głupi uśmieszek, który zawsze wyłaził gdy tylko
zaczynaliśmy się ze sobą drażnić. Co za irytujące stworzenie.
- Wiesz, mogłaś poprosić żebym
się rozebrał, zamiast ściągać koszulkę z nieświadomego niczego człowieka –
chłopak przekręcił głowę w bok, spoglądając na mnie z ciekawością. Wstałam, nie
odpowiadając na zaczepkę, podchodząc do zlewu, żeby wymyć naczynia po śniadaniu.
Ashton zaczął w tym czasie grzebać w lodówce. Starałam się ignorować fakt jego
nagiego torsu, ale to było cóż… trudne.
- Gapisz się na mnie – zwrócił mi
uwagę, w jego głosie można było dosłyszeć rozbawienie. Zagryzłam wargę i
przekręciłam, opierając plecami o blat za mną. – Chcesz żebym jeszcze
bardziej się rozebrał?
- Chciałabym żebyś się zamknął –
założyłam ręce na piersi i pokręciłam głową, udając zdegustowaną. Gdyby nie
fakt, że jakieś siedem godzin wcześniej całowałam się ze swoim współlokatorem,
prawdopodobnie ta rozmowa nie robiłaby na mnie większego wrażenia. Bo przecież tacy byliśmy, to właśnie
robiliśmy: kłóciliśmy się, wyzywaliśmy, bezpiecznie flirtowaliśmy na odległość.
Nikomu się nie działa krzywda, póki ja znajdowałam się po drugiej stronie
stołu, a on po drugiej. Ale stół zaczął znikać, a cała relacja stała się gorzej
niż niebezpieczna. Prawie jak seks bez kondoma i pigułek antykoncepcyjnych –
niedopuszczalna.
- Jak znalazłem się w domu?
Obudziłem cię? – zapytał Ashton, zamykając w końcu lodówkę. Wyjął z niej butelkę
mleka i zaczął mocować z zakrętką, jak dziecko. Przytknęłam rękę do ust, żeby
powstrzymać chichot.
- Hemmings mnie obudził –
powiedziałam szybko, nadal przyglądając się bezradnemu chłopakowi. Mięśnie jego
rak napięły się, gdy podniósł butelkę do ust. – Wyglądałeś jak gówno.
- Nie mogłem wyglądać jak
gówno, ja nigdy nie wyglądam jak gówno – zaprzeczył Ashton, zezując na mnie. Przyłożyłam
rękę do czoła, która chwile później zjechała na moją szyję, podpierając ją. Och czemu nie powiedzieć mu, co zrobił? – Gapisz
się na mnie. Znowu.
- Nieprawda – bąknęłam, tracąc
na chwilę animusz. Zaczerpnęłam powietrza, przygotowując się psychicznie na
batalię z blondynem. – Prawie zwróciłeś śniadanie w salonie. Serio, naucz się
pić, chłopie, bo lasek w ten sposób nie wyrwiesz.
Ashton odstawił na stół mleko i
oparł się obiema rękami o blat. Mięśnie znowu się napięły, rozpraszając mnie. Utkwiłam
wzrok w jego twarzy, co okazało się jeszcze gorszym pomysłem, bo jego
spojrzenie przeszywało na wskroś.
- Nie muszę nikogo wyrywać – stwierdził
nonszalancko. – Niektóre dziewczyny same się pchają w moje ramiona.
Uniosłam brwi.
- A to niby co miało znaczyć? –
zapytałam, zagryzając wargę. Mogę przysiąc, że cień przeszedł przez twarz
Ashtona, ale szybko zniknął, na powrót przywołując ironiczny uśmiech na ustach.
Dziwne.
- Nic takiego – powiedział trochę
za szybko, żebym mu uwierzyła. Ziewnął w tym samym momencie, nawet nie trudząc się
żeby zakryć usta. – Więc mówisz, że Luke mnie tu przywlókł?
Skinęłam powoli głową, mrużąc oczy.
Nagie plecy Ashtona, które miałam teraz okazję podziwiać, nosiły na sobie
znamiona czyichś wyraźnie zbyt mocno wbijanych paznokci, czerwone smugi tworzyły
zgrabną sieć na jego skórze, w niektórych miejscach dało się dojrzeć plamki
krwi. Nienawidziłam, kiedy laska zostawiała po sobie ślady na ciele chłopaka, naznaczając
go. Facet to nie twoja własność, więc
dlaczego do cholery to robisz? Co ci
da, że następnego dnia biedak nie będzie mógł założyć normalnej koszulki, bo
będzie się bał że ktoś zobaczy co robił w nocy? Bez sensu. Postanowiłam
tego nawet nie komentować. Nie mój biznes.
- Ta, a potem mnie obudził,
stwierdzając, że powinnam się zająć twoją pożal-się-Boże-osobą – odparłam, wskakując
na stół i siadając na nim. Moje nogi zwisały nad ziemią na tyle wysoko, że
mogłam sobie pozwolić na to, by nimi pomachać. Czasami fajnie było być niskiego
wzrostu. – A potem zacząłeś się zachowywać jak niewyżyty nastolatek i myślałeś,
że nasza lampa w salonie to twoja dziewczyna.
Ashton zrobił w moim kierunku
zdziwioną minę.
- Nie mam dziewczyny –
powiedział powoli, poważnie się zastanawiając, co takiego zrobił w nocy w
stanie nietrzeźwym. Ledwo mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Po tym, jak Lampa aka Jane
cię odtrąciła, to tak, myślę, że możesz nie mieć – nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem;
Ashton przekręcił oczami w końcu rozumiejąc, że żartuję. Boże, jego odbicie w Lutrze
jest prawdopodobnie mądrzejsze niż on sam. – Ale próbowałeś się też do mnie
dobierać, a to było mniej zabawne.
- Och. I jak, podobało się?
- Czy mi się podobało? –
zrobiłam na chwilę rozmarzoną minę, uśmiechając słodko. – Mam nadzieję, że jaja
nadal cię bolą po tym, jak w nie ode mnie dostałeś.
- Suka – warknął Ashton, a jego ręka
automatycznie powędrowała w dół, prawdopodobnie sprawdzając, czy jego cenne
narzędzie nadal jest w jednym kawałku. Parsknęłam, podpierając głowę o swoją
rękę.
- Suka z klasą – ironizowałam.
Chłopak minął stół i stanął przede mną, rozkładając dłonie wokół mnie, tak, że
znalazłam się w pułapce. Bursztynowo zielone tęczówki wpatrywały się we mnie
intensywnie.
- I jak podobało ci się zanim
mnie zdzieliłaś? – zapytał, a jego oddech owiał moją szyje, mimo, że nie
ruszyliśmy się nawet na milimetr. Poczułam, jak gorąco rozpływa się po moich
policzkach.
- Nie – zaprzeczyłam, wkładając
całą swoją siłę, jaka mi została, by brzmieć przekonująco. – Śmierdziałeś, więc
to nawet gdyby doszło do skutku, nie miałoby prawo otrzymać etykiety „przyjemne”.
- Twoje policzki mówią co
innego – zauważył, uśmiechając się szyderczo. Zaklęłam w duchu; nienawidzę
tego, że szybko się rumienię. Nienawidzę okazywania słabości.
- Jesteś bez koszulki, nawet
gdybym była ślepa, to bym się rumieniła – stwierdziłam, w pewnym sensie nawet
nie kłamiąc. Ashtona klatka piersiowa była czymś, w co można było się po prostu
wpatrywać, jak w obraz albo dobrze wykonane zdjęcie. Musiał naprawdę spędzić
wiele godzin na siłowni by dojść do… tego.
- Dla ciebie mogę się znowu
upić i to powtórzymy – poczułam jego usta na swoim policzku, muskające
delikatnie skórę. Przez ułamek sekundy miałam ochotę obrócić twarz i pozwolić
mu trafić w swoje wargi, ale szybko mi ta głupota wyparowała z głowy. Odepchnęłam
go ręką i zeskoczyłam z blatu, rzucając w niego piorunujące spojrzenie.
- Powtórzymy co? – zapytałam, wychodząc
z kuchni. – Gdybym chciała z kimkolwiek, cokolwiek,
powtarzać, to ty byłbyś na ostatnim miejscu mojej listy.
Och
Chrissie. Kłamcą niestety jesteś fatalnym.
***
Witryny sklepowe krzyczały do
mnie i do mojej przyjaciółki wyzywającymi szyldami, ogromnymi napisami o
obniżkach. To była właśnie ta pora roku, w której przy odrobinie szczęścia można
było zgarnąć całkiem fajne ubrania za grosze, spędzić dobrze czas na
przymierzaniu dziwnych kreacji. Po prostu dobrze się bawiąc w babskim gronie.
Bay zadzwoniła do mnie później
tego samego ranka proponując spotkanie. Nie potrafiłam jej odmówić, chociaż
dobrze wiedziałam, że jestem zawalona robotą, mam do zrobienia kilka rzeczy na
uczelnię, a przede wszystkim nie byłam psychicznie gotowa na jakikolwiek
kontakt z ludźmi w momencie, w którym moje życie wyglądało jak zdrapka z
loterii – nie wiedziałam, co kryje pod spodem.
Moja przyjaciółka ledwo się
odzywała, wykazywała wybitnie małe zainteresowanie tym, co robiłyśmy. Siedząc w
jednym z naszych ulubionych sieciówek odzieżowych oglądała rzeczy, które jeszcze
kilka miesięcy temu skomentowała by jako szczyt bezguścia albo jeszcze gorszym
epitetem. Zdenerwowałam się ostatecznie, gdy zaczęła przeglądać rzeczy w
rozmiarze, którego nigdy w życiu nie będzie dane jej osiągnąć.
- Bay, co się kurwa dzieje? –
Brunetka podniosła powoli głowę i spojrzała na mnie smutno, jakby
przepraszająco. Szybko odwiesiła trzymaną w rękach tunikę i zaplotła ręce na
piersiach, przełykając ślinę.
- Musimy pogadać – powiedziała cicho
i zagryzła wargę. Wyglądała w tym momencie jakby miała się rozpaść na drobne
kawałeczki, a przynajmniej rozpłakać.
- Chodź, pójdziemy coś zjeść i wszystko
mi powiesz – powiedziałam, biorąc ją pod rękę. Bay uśmiechnęła się słabo i
ruszyła do przodu, wychodząc ze sklepu.
- Więc? – zapytałam, kiedy obie
zaopatrzyłyśmy się w kubki z kawą. Siedziałyśmy na podłodze, przy oknie centrum handlowego, obserwując ludzi chodzących
w dwie strony pod nami. Zawsze lubiłyśmy się z nich śmiać, próbując zgadnąć,
kim są albo do kogo się tak śpieszą. Dzisiaj nie śmieszyło nas nic.
- Nie wiem od czego zacząć…
- Najlepiej od początku –
stwierdzam, a przed oczami staje mi zmartwiona twarz Chrisa sprzed dwóch
tygodni. Bay miała ten sam wyraz oczu, co jej chłopak kiedy u mnie był.
Zmartwienia pomieszanego z nagą rozpaczą. Przełknęłam ślinę.
- To nie takie proste –
stwierdziła brunetka, spoglądając w dół. – Wszystko poszło nie tak.
- B, nasze życie nigdy nie szło
tak – parsknęłam, poprawiając włosy.
Wsadziłam wsuwkę w usta, poprawiając w tym czasie grzywkę.
- Wiedziałam że nie zrozumiesz –
wzdycha Bay. Nasze spojrzenia skrzyżowały się, kiedy prychnęłam niezadowolona.
- Jak na razie nie mam czego rozumieć,
bo nic mi nie chcesz powiedzieć – wyrzuciłam ręce do góry, a moje oczy zamknęły
się na chwilę. – Jak mam ci pomóc jak nie wiem, w co się tym razem wpakowałaś?
- Nie będziesz w stanie pomóc.
- Bo?
- Bo… - Bay urwała na chwilę,
ważąc słowa. – Bo jestem w ciąży.
- Ty… - zaczerpnęłam powietrza,
szybko analizując otrzymaną informację. – Co?
- W ciąży. Jestem w ciąży –
wyszeptała Bay, wlepiając we mnie oczy błagalnie. Moje usta rozchyliły się, w
niemym szoku, a potem uśmiechnęłam, najszerzej jak tylko potrafiłam.
- To wspaniale! – krzyknęłam,
trochę za głośno, bo ludzie zaczęli mi się dziwnie przyglądać. – Kiedy powiesz
Chrisowi?
- Nie powiem – odparła szorstko
dziewczyna. – On nie może się dowiedzieć. To by wszystko zepsuło, wszystko.
- Czemu? Jestem pewna, że
wiadomość o potomku tylko umocni wasz związek i będziecie żyli długo i
szczęśliwie, jak księżniczka i książę. No wiesz, o tym większość dziewczynek
marzy, a później chłopców. Dobra, głownie chłopców, bo dziewczynkom jest
później wszystko jedno jak magiczny plemnik księcia trafi do ich zamku.
- Czy mogłabyś się zamknąć? – przerwała mi Bay.
- No to powiesz mi o co chodzi?
- Boże, Chrissie – jęknęła dziewczyna,
stawiając pusty kubek z kawą obok siebie. – Jesteś głupia czy głupsza? Przecież
to oczywiste.
- Bo to nie Chris jest ojcem? –
podsunęła, widząc mój pusty wzrok.
Kubek wypadł mi z rąk, a kawa
rozlała, zalewając sporą cześć mojej torebki.
- Kurwa – zaklęłam, nie do
końca wiedząc, czy z powodu uszkodzenia mojego mienia, czy z powodu dopiero co
zasłyszanych wieści.
- Dokładnie tak – potwierdziła Bay.
– Kurwa.
Życie jednak jest trochę
bardziej skomplikowane, niż sądziłam.
__________
#TroubleFF
Rozdział nudny jak flaki z olejem, dlatego jest wcześniej. Nie lubię nudnych rozdziałów.
Więc Bay jest w ciąży? OHHO!
Odpowiadając na pytanie, które wielu z Was zadało pod rozdziałem, czemu Chrissie zwymiotowała - niektórzy ludzie z nadmiaru emocji doznają nudności, a Chrissie uderzyły one.. dość mocno. Nie, Chriss nie jest w ciąży. ;)
weee. na TOABL pojawił się drugi rozdział, jakby ktoś coś tam czytał.
Piszcie, komentujcie, jak zwykle <3
Kocham.