Rozdział 19


Pierwszy tydzień.
Wszystko dookoła zdawało się być ciche, poruszało się w zwolnionym tempie, tak jakby czas przestał na chwilę płynąć, a potem zapomniał jak ruszyć. Zarówno ja, jak i on poruszaliśmy się nie po tych samych pasach ruchu.
Drugi tydzień.
Jedzenie smakowało jak trawa, trochę jak karton i farba plakatowa. Sztuczność, z jaka musiałam cieszyć się ze wszystkich małych rzeczy była przytłaczająca. Zgubiłam siebie, zgubiłam własną głowę. W zasadzie, zostawiłam ją w tamtym mieszkaniu.
Trzeci tydzień.
Okno mojego pokoju wychodziło na zatłoczoną ulicę, pode mną setki ludzi na godzinę mijały się, nieznajome twarze nieznajomych ludzi. Wszystko tu było takie duże, niepasujące do mnie, pełne niezrozumiałego pośpiechu i bez sensu.
Dużo rzeczy straciło znaczenie, jeśli mamy o tym rozmawiać, ale starałam się zrobić wszystko, żeby moje życie wróciło do normy. Wieczory z Bay były wybawieniem, chociaż nadal nie do końca jej wybaczyłam tego, co zrobiła. Wmawiałam sobie że to nie była jej wina, bo przecież nigdy Asha nie poznała. Rozumiałam i akceptowałam, że bałagan w jej świecie stał się w tamtym momencie nie do zniesienia. Sama przecież byłam w rozsypce.
Luke poruszył się niespokojnie na krześle i spojrzał na Bay, co zauważyłam kątem oka, kiedy w pewnym momencie naszej rozmowy przestałam się odzywać. Oboje wyłazili dosłownie ze skóry, żeby obudziła się z tego koszmaru. Wiem, że chcieli dobrze, tylko problem polegał na tym, że nie za bardzo chciałam się budzić. Mieszkanie moich rodziców było całkiem wygodne, moja matka widząc jak bardzo nijaka się stałam, nawet nie odzywała się na temat tego nagłego powrotu. Z resztą komu przeszkadzałby sunący się miedzy ścianami cień?
- Chrissie musisz w końcu zdecydować – odezwała się Bay, podchodząc do mnie. Zerknęłam na nią zrezygnowana potrząsając głową, gdy tylko jej ręka spoczęła na moim ramieniu.
- On się nawet do mnie nie odezwał – wyszeptałam, opuszczając nogi w dół i zeskakując z parapetu. – Myślę że już zdecydowałam.
W tym momencie Luke, zaśmiał się gorzko.
- Czego się szczerze mówiąc spodziewałaś? – prychnął, wypowiadając słowa, które powtarzałam w swojej głowie od kilku tygodni. -  To jest Ashton. Jakbyś go nie znała.
- Wiem – warknęłam i usiadłam na łóżku, podwijając nogi pod siebie. – Tak samo jak wiem, że sama do tego doprowadziłam, sama. Co mnie podkusiło? Mogłam…
- Dość – przerwała mi Bay i stanęła przede mną z założonymi rękami i wściekłą miną. – Mam dość słuchania jak się obwiniasz. Okej, łapiemy. Każdy z nas kiedyś zakochał się w niewłaściwej osobie. Prawda, Luke?
Chłopak przewrócił oczami i prychnął. – Pojedź tam dzisiaj.
- Niby po co?
- Twoje rzeczy, idiotko. Zostawiłaś tam rzeczy – Luke był wyraźnie zirytowany. Zamknęłam na chwilę oczy, rozważając propozycję.
- Nie.
- Myślę że wyjątkowo Hemmings ma racje – odezwała się Bay, niespodziewanie popierając chłopaka. Oparłam głowę o ścianę za mną i skrzywiłam, rozumiejąc, że jeśli nie zgodzę się dobrowolnie, przyjaciele mnie zawloką tam siłą. Świetnie. Marzyłam po prostu o tym, żeby cały spokój, który w sobie budowałam od trzech tygodni poszedł się bujać w jeden wieczór.
- Nie mam wyboru, prawda?
Luke i Bay pokiwali głowami, dając mi do zrozumienia, że dalsza dyskusja była zbędna. Musiałam stawić czoła temu wszystkiemu… Prędzej czy później.
***
Zapukałam trzy razy do drzwi i zrobiłam krok do tyłu, czekając na odpowiedź. Trochę to zajęło, ale w końcu Ashton otworzył, patrząc na mnie zdezorientowany. Chyba żadne z nas nie sądziło, że po tak długim czasie dobrowolnie pojawię się w tym miejscu. Przełknęłam ślinę i wymusiłam uśmiech.
- Cześć. Mogę wejść?
- Oczywiście – Ashton skinął głową i odsunął się w bok, przepuszczając mnie. Zdjęłam z siebie płaszcz i powiesiłam na kołku, czując się nieco skrepowana naciągnęłam rękawy przydużego swetra na ręce i przeszłam do salonu, siadając na krześle. Chłopak stał pośrodku pomieszczenia z założonymi rękami, a z jego twarzy ciężko było cokolwiek wyczytać.
Nie widziałam, żeby jakkolwiek jego wygląd się zmienił od momentu opuszczenia przeze mnie mieszkania. Miał może trochę większe cienie pod oczami i lekko zapadnięte policzki, ale poza tym zdawał się być w porządku. Zaczerpnęłam powietrza.
- Chciałabym zabrać swoje rzeczy – powiedziałam cicho, czując, jak moje ramiona mimowolnie zaczęły się składać do środka, a ja skuliłam się na tym nieszczęsnym krześle jak ostatnia sierota. Czułam się fatalnie. – Spakuje się dzisiaj i jutro wyniosę… na dobre.
Niedokładnie to chciałam powiedzieć najpierw. Chciałam z nim porozmawiać, powiedzieć jak się czuje, dlaczego podjęłam taką, a nie inną decyzję, co się ze mną działo przez ten czas, ale zwyczajnie nie mogłam. Nie mogłam zacząć płakać, bo moje uczucia nagle postanowiły pobawić się w grę o nazwie „miłość”. Nie sądziłam nawet, że było z kim rozmawiać, bo Ashton tylko skinął głową na moje słowa.
- Oczywiście. Rozumiem
Nie patrzy na mnie, tylko w jakiś punkt ponad mną, skupiając na nim całą swoja uwagę. Oczy mu pociemniały, a ręce wcisnął w kieszenie, jakby powstrzymywał się przed zaciśnięciem je w pieści. Nie powiedziałam nic więcej tylko wstałam i przeszłam do swojego starego pokoju, zostawiając go samego.
Sam na sam ze świadomością, że to koniec jego kłopotów.
Zamknęłam drzwi na klucz, jak zawsze i zaczęłam przerzucać pozostałe bibeloty do torby, którą ze sobą przyniosłam. Nie miały w zasadzie dla mnie większego znaczenia, równie dobrze mogłam obejść się i bez tej tandetnej figurki baletnicy, którą dostałam od Luke’a na urodziny kilka lat temu. Nie płakałabym za kalendarzem ściennym, brak jednego kompletu pościeli też jakoś bym przeżyła. Ale musiałam się pożegnać, musiałam pogodzić się sama ze sobą. Bay miała rację, każdy kiedyś zakochuje się w niewłaściwej osobie, nic na to nie poradzimy.
Po jakichś dwóch godzinach skończyłam zbieranie pozostałości po mojej obecności w tym pokoju i wyszłam z niego, mając w zamiarze zrobienie sobie herbaty. W salonie wszystko wyglądało tak, jakby czas stanął; Ashton siedział skrzyżnie z gitarą na kanapie, grając jakąś melodię, której nie rozpoznawałam z opuszczoną głową. Westchnęłam cicho, odwracając wzrok natychmiast jak tylko złapałam się na podziwianiu jego blond włosów. Przeszłam szybko do następnego pomieszczenia, próbując się otrząsnąć z wrażenia.
Szybkie nalanie wody do czajnika, postawienie go na gazie, wyjęcie kubka, włożenie do niego torebki z herbatą i wsypanie dwóch łyżeczek cukru. Prosty rytuał, który mnie uspokoił na tyle, żeby zebrać cała odwagę na powrót przez salon do mojego pokoju. Byłego pokoju, poprawiłam się w myślach.
- Jesteś pewien, że nie masz nic przeciwko żebym została na noc? – zapytałam zaciskając palce ciaśniej na kubku, kiedy mijałam Irwina w salonie. Ashton podniósł na mnie wzrok w zamyśleniu.
- Nie.
Zabolało. Jego lakoniczność, brak jakiejkolwiek reakcji na to, co się działo mnie bolało od środka, rozpierało, ból promieniował od serca w dół klatki piersiowej, rozlewając nieprzyjemne uczucie w moim brzuchu. Chciałam zacząć krzyczeć, chciałam coś kopnąć, zniszczyć, potraktować ogniem, a później siedzieć wokół chaosu dysząc ciężko. Albo chociaż umieć mu powiedzieć, jak bardzo to wszystko mnie przytłaczało. Och Chrissie, jesteś taka naiwna. On nigdy nie dbał o ciebie, nie będzie dbał i nie chce dbać. Uroiłaś sobie coś i teraz nie potrafisz odpuścić. 
Więc odpuściłam. Wróciłam do zamkniętego pokoju i usiadłam na łóżku, patrząc w trzymany kubek i starając się poukładać w głowie rzeczy, dokładnie w ten sam sposób, w jaki robiłam przez ostatnie dni. Ale ukojenie nie przychodziło. Nie mogło przyjść, bo nic nie było w porządku.
Czas leczy rany, o ile nie otwiera się ich na nowo. A patrzenie na Ashtona to jak rozrywanie sobie serca na malutkie kawałeczki, bycie bezbronną i podatną na złamanie. Nawet nie wiem, skąd to wszystko się we mnie wzięło. Nie byłam świadoma, że takie emocje się we mnie kryją. To wszystko we mnie wybuchło, pozostawiając wyrwę w moim ciele. Bałam się samej siebie. Byłam przerażona, że z kogoś, kto potrafił pójść każdej nocy do innego klubu i przespać się z innym kolesiem teraz siedziałam jak idiotka, zastanawiając się dlaczego ten jeden chłopak nie potrafił zrozumieć że nie był mi obojętny.
To wszystko moja wina…
Deszcz za oknem zaczął padać, najpierw powoli, spokojnie, z każdą godziną nasilając się, aż w końcu rozpętała się burza, z porywistym wiatrem i piorunami. Tak jakby natura wiedziała, co się działo w mojej głowie.
Kilka godzin temu za ścianą Ashton odłożył gitarę i poszedł do siebie, bo dźwięki instrumentu dawno przestały rozbrzmiewać. Czułam się sama, samotna jak nigdy dotąd. Wyciągnęłam rękę po komórkę i sprawdziłam godzinę; było trochę po czwartej, a ja nie zaznałam nawet odrobiny snu. Wstałam z łóżka czując zawroty głowy i przeszłam do kuchni, decydując się na szklankę wody, bo gardło drapało mnie niemiłosiernie.
Drętwymi palcami sięgnęłam po butelkę z płynem i napełniłam nim po brzegi naczynie. Upiłam łyk, starając się oddychać spokojnie, ale po prostu nie potrafiłam. Wielka gula w moim gardle stale rosła, sprawiając, że czułam się ze swoją decyzją jeszcze gorzej niż powinnam. O ile w ogóle powinnam czuć się źle.
Piorun uderzył w jakiś samochód na ulicy, a sekundę później rozległ się głośny grzmot, przez który podskoczyłam i upuściłam szklankę na ziemię. Szkło rozprysło się po kafelkach, zupełnie jak moje życie. Było w kawałkach, drobnych odłamkach które nie dało się poskładać. Cóż za ironia, prawda? W takim momencie, w taki dzień.
Uklękłam pośród tego bałaganu i zaczęłam drżącymi palcami zbierać odłamki, raniąc sobie ręce. Momentalnie na podłodze pojawiły się kropelki krwi, bo rozcięcia na moich dłoniach były głębsze i większe niż mogłabym sądzić. Problem w tym, że praktycznie w ogóle ich nie czułam. Ból fizyczny nigdy nie będzie tak wielki jak psychiczny, a do tego drugiego byłam już przyzwyczajona, wiec czy tak naprawdę cokolwiek mogło mnie bardziej zranić niż ja sama?
Łzy na moich policzkach zaczęły płynąć, bo już nie potrafiłam dłużej ich powstrzymywać. Nie mogłam, nie potrafiłam, nie chciałam nawet. Od momentu mojego odejścia nie płakałam ani razu, ale teraz… Teraz byłam tutaj. Sama. Z odłamkami szkła w dłoniach, które nie znaczyły nic, tak jak ja nic nie znaczyłam. Nie chcesz być nikim dla osoby którą kochasz… Uwierz mi, nie chcesz.
Byłam nikim. Płaczącą kukłą.
Czyjeś ramiona oplotły się wokół mnie, podnosząc do góry, a ja wtuliłam się w klatkę piersiową, jakby to była najbardziej zwykła i oczywista rzecz w świecie.
Ashton. 15 minut wcześniej.
Nie mogłem spać, nie z myślą, że ona jest po drugiej stronie, sama, w dodatku pakująca swoje rzeczy, prawdopodobnie nienawidząc mnie z całego serca. Jestem kretynem i doszedłem do tego wniosku wiele razy od kiedy odeszła. I prawdopodobnie nie było niczego, co mogłoby to naprawić.
Skąd miałem wiedzieć? Skąd mogłem w ogóle przypuszczać, że brak jej irytującej twarzy w moim otoczeniu zrobi mi aż taką różnicę? Że mimo tego, jak bardzo mnie denerwowała, chciałbym móc ją wiedzieć codziennie, zaspaną, wkurzoną, zmęczoną, zirytowaną… Każdą, w każdym możliwym wydaniu. Codziennie.
Przekręciłem się na swoim łóżku, wsłuchując w odgłos deszczu pukającego w szyby. To, jak bardzo zjebałem widziałem w jej oczach. A przecież nic nigdy jej nie obiecywałem, w zasadzie sama pchała się w moje ramiona, a potem karała, nie wiadomo za co. Domyślałem się, o co mogło jej chodzić, ale nie sądziłem, że to mogło mieć jakiekolwiek znaczenie. Bo czy naprawdę, pamiętałaby o tamtej nocy? Nie powinna. To było ta dawno, że sam byłem zdziwiony, kiedy uświadomiłem sobie kim ona była. Nie, przecież nie zrobiłem tego na początku, to przyszło z czasem. Kojarzyłem ją, ale nie miałem pewności. Ale to przyszło. Jak grom z jasnego nieba, cholera, wróciło do mnie.
Byłej przecież taki pewien, że to odkrycie nie zmieni mojego stosunku do niej. A tu proszę, z każdym dniem było coraz gorzej. A później odkryłem że mam ochotę zabić każdego faceta w jej otoczeniu, za sam fakt, że na nią patrzyli. Odechciało mi się seksu z innymi, patrzyłem z obrzydzeniem niemal na wszystkie laski, które się do mnie kleiły przez ostatnie tygodnie. A to było cholera już dziwne i wiedziałem, że wpadłem w coś dziwnego. Po uszy.
Głośny grzmot przerwał moją mantrę, a potem odgłos tłuczonego szkła, poprzedzony cichym, dziewczęcym krzykiem. Zwlokłem się z łóżka i jak stałem, wyszedłem z pokoju i skierowałem się do kuchni, z której sączyło się żółtawe światło żarówki.
 Widok jej, klęczącej pośród rozbitego szkła z krwią na rękach, całej rozdygotanej i zapłakanej złamał mnie, aż rozchyliłem usta. Nie wiedziałem już, co robię, po prostu podszedłem do niej i podniosłem do góry, zaciskając ramiona na jej drobnym ciele. To było właściwe, to było w porządku.
Wyciągnąłem ją z zasięgu szkła, które mogło pokaleczyć ją jeszcze bardziej i pozwoliłem, by wtuliła się w moją klatkę piersiową, bo całe jej ciało drżało. Nie umiałem opisać tego, co się ze mną działo, kiedy jej drobne dłonie zacisnęły się na mojej koszulce, a łzy kapały z jej zadartego nosa. Wiotka, ledwo trzymała się na nogach, jedyne co ją podtrzymywała w pionie to były moje ręce, zaciśnięte wokół niej. Opuściłem głowę, chowając twarz w jej włosach i wdychając powoli ich zapach.
- Przepraszam – wyszeptałem, starając się włożyć w to jak najwięcej emocji, jak tylko potrafiłem. Nie przepraszałem tylko za bycie kutasem w stosunku do niej. Chciałem przeprosić za wszystko, co przeze mnie musiała wycierpieć. Za nienawiść, za nieuzasadnione uczucie, o którym doskonale wiedziałem. Za to, ze nie pamiętałem i za to, że nie chciałem przyznać, że była kimś więcej niż głupią Chrissie zza ściany.
Nie wiedziałem czy to usłyszała, bo nadal szlochała, skrajnie wyczerpana, jakby nie mogła się uspokoić i wypuszczała z siebie wszystkie uczucia które ja męczyły. Czułem się podle, bo zdawałem sobie sprawę, że większość z nich była moją winą.
- Przepraszam… za wszystko – powiedziałem jeszcze raz i podniosłem ją, biorąc na ręce. Nie mówiąc nic oplotła moją szyję swoimi rękami i wtuliła w moją szyję. Zagryzłem wargę i przez chwilę wahałem się, gdzie się skierować, ale ostatecznie kopnąłem drzwi do swojego pokoju i położyłem ją na łóżku. Puściła mnie skuliła się w kulkę, nadal drżąc. Zgasiłem wcześniej zapaloną lampkę, szybko zamknąłem drzwi i położyłem się obok niej. Chciałem znowu ja objąć, ale ona była szybsza, przylgnęła swoim ciałem do mnie, nie pozwalając na żadną przestrzeń między nami. Szukała komfortu, a ja… ja raczej byłem ostatnią osobą u której powinna go szukać. To ja ją zniszczyłem, ja sam. Osobiście… I z rozmysłem.
A jednak tu była, z każdą minutą uspokajając się. Już nie dygotała,  przynajmniej nieznacznie; wtuliła się w zagłębienie w mojej szyi i czułem, jak jej spięte ciało rozluźniało się. Bałem się spojrzeć w dół, ale kiedy jej oddech wyrównał się, wiedziałem że zasnęła.
Czułem się dziwnie. Nie dlatego, że leżała ze mną w łóżku, cholera, braliśmy prawie nago razem prysznic, uprawialiśmy kiedyś seks. Widziałem ją w każdej możliwej formie, szczęśliwej, załamanej, zapracowanej… Zdawać by się mogło, że nic nie mogło mnie zdziwić. Dziwiło mnie za to, że leżąc z nią nie czułem się nigdy tak właściwie. Jej ciało pasowało do mojego. Nie chciałem jej przelecieć, chciałem po prostu móc leżeć z nią w ten sposób, może odejmując jeszcze zasychające łzy na jej twarzy i pokaleczone ręce.
Pocałowałem ją w czubek głowy i oparłem o nią policzek.
Nigdy nic nie było tak właściwe.

53 komentarze:

  1. Wow <3 Genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O MÓJ BOŻE OMG JEZU JAKIE FEELSY BYŁY TO TY SOBIE NIE WYOBRAŻASZ!! POPROSTU MOŻNA PŁAKAĆ NA SAM KONIEC BO WSZYSTKO JEST TAKIE PERFECT <3 NIE NO ZAŁAMIE SIĘ DO NASTĘPNEGO PIĄTKU!
    ALE WIEDZ, ŻE CIĘ KOCHAM ZA TO CO ROBISZ!
    ULA <3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Okej, mam łzy w oczach, cała drżę i nie mogę normalnie myśleć i nie stać mnie teraz na normalny komentarz.
    Powiem tylko, że to chyba jest mój ulubiony rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. genialne cdsaohiuvjnfba

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu, uwielbiam to. To jest takie genialne.
    Mary, jesteś moim mistrzem.
    Dziękuję, że piszesz. ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. xhivudsnxufge7i oł maj gasz ! becze, kocham cię ! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. DZIĘKI MARY
    @LEIGHSFLOWERX

    OdpowiedzUsuń
  8. Umarłam teraz! hqe;fhofuGYg *______* Brak słów na opisanie tego rozdziału. Słodko <3 <3 <3 <3 <3 Kocham to!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Płacze...
    To takie piękne...
    Tyle uczuć, skrajnych uczuć, które bolą i dają spokój.

    OdpowiedzUsuń
  10. BOŻE,TO NAJPIĘKNIEJSZY ROZDZIAŁ <3 popłakałam się dosłownie,kocham to opowiadanie! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju Ash... ;cccccc <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojeju Ashton *_* <3 <3
    Tak kochany rozdział, ta końcówka ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
  14. IDEALNE. PIĘKNE. NIESAMOWITE :')
    gratuluję talentu. xx
    @foreveralonexx3

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten koniec awww piękny rozdzial

    OdpowiedzUsuń
  16. Boskyy taki awww

    OdpowiedzUsuń
  17. To chyba najlepszy rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  18. umarłam, kochana <3 xx

    OdpowiedzUsuń
  19. O jeju, najlepszy rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  20. a ja sie poplakalam jak popierdolona moj user ashwesome zegnam panstwa

    OdpowiedzUsuń
  21. Oby się pogodzili, bo odwodnię się przez ciągłe płakanie przez ich rozłąkę omg

    OdpowiedzUsuń
  22. Popłakałam sie .. to jest piękne,a jeszcze miłość w takich czasach kiedy każdy pragnie miłości być kochanym, a jesteśmy samotni i nie szczęśliwi. To tak bardzo boli.Rozdział jest cudowny. K.

    OdpowiedzUsuń
  23. O mój Boże...
    To takie piękne...
    Gdybym miała uczucia - popłakałabym się, ale że ich nie mam to tego nie zrobiłam. Wybacz. X
    Świetny rozdział! Piękny...

    OdpowiedzUsuń
  24. ZABIŁAŚ PO RAZ KOLEJNY I NO ŻYCIA NIEDŁUGO MI SIĘ SKOŃCZĄ.
    @irwieskitkat

    OdpowiedzUsuń
  25. płacze boże ;)
    nawet już nie wiem dlaczego..
    po prostu ten rozdział jest taki jhgjkliuytrfdfcvb
    uwielbiam tego ff i ciebie za to że postanowiłaś go napisać xx

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak! Ash się wreszcie ogarnął!

    OdpowiedzUsuń
  27. Brawo! Wreszcie znalazł jaja!

    OdpowiedzUsuń
  28. Jezu zawał ashton kocham cie <3 <3 <3 Nie moge sie juz doczekac nastepnego rozdzialu <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Moje
    Serce
    Dlaczego
    Płacze
    Jezu
    Umieram
    Chyba
    Pa
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  30. dzieki akcji na tt znalazlam to opowiadanie. zaczelam czytac i o moj boze nie zaluje, ze to zrobilam! DZIEWCZYNO! MASZ TAK CHOLERNY TALENT. Twoje ff jest tak cudowne, po prostu nie wiem co napisac. moment, gdy zaczynasz w tym rozdziale pisac z perspektywy Asha mnie rozbil. Gdy ff mi sie podoba, czasami placze, czasami w moim brzuchu nastaje taka wielka pustka, gdzie jakies cos dziwne jakby zwiazywalo moje wnetrze. przy momencie, gdy Ashton przyszedl do tej pieprzonej kuchni myslalam, ze wytrzymam z bolu! Twoje pisanie wywoluje tak cudowne emocje, nie wiem czy zdajesz sobie sprawe, jak bardzo jestes utalentowana. zaluje, ze nie znalazlam tego ff wczesniej. :(
    powodzenia w pisaniu dalszych rozdzialow.
    jestes niesamowita

    @somiserem22

    OdpowiedzUsuń
  31. Fangirling <3 w końcu Ash się przelamal. Kocham kocham kocham. ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ | @CaterinePe

    OdpowiedzUsuń
  32. Kocham twoje opowiadanie o Chrissy i Ashu! Aktualnie nie mam czasu na czytanie ff, ale jak patrzę, że dodałaś rozdział to od razu rzucam wszystko i go czytam. Kocham twoje pomysły, twój styl pisania, KOCHAM CIEBIE! Jestem pod wrażeniem. W sumie na samym początku nie ciągnęło mnie tak do tego opowiadania, ale później.... brak mi słów. Jeszcze raz tak dla utrwalenia, byś to pamiętała, wiedziała, że KOCHAM CIEBIE I "TROUBLE" Pisz dalej tak wspaniale! Pozdrawiam i życzę weny ♥ kocham !!

    OdpowiedzUsuń
  33. Ooo tak na to czekałam! Oni razem<3
    Może Bay z Lukiem też będą razem xD

    OdpowiedzUsuń
  34. Cześć, zabiłaś mnie, zabił mnie Ashton. Nie wiem co napisać, bo naprawdę jestem w takiej rozsypce jak ta szklanka na podłodze..

    OdpowiedzUsuń
  35. Piękny rozdział. Popłakałam się. Może w końcu Ash zrozumie, że już od dawna czuje coś do Chrissy. Kocham Ashtona w takim wydaniu <3

    OdpowiedzUsuń
  36. Genialny. Popłakałam się. Kocham to ff. ♥

    OdpowiedzUsuń
  37. Cudowne, słuchając tych wybranych piosenek i czytając w jeden wieczór całego bloga od początku, zastanawiałam się, czy to właśnie ich słuchałaś, tworząc poszczególne rozdziały... doskonale pasują.
    Dobrze piszesz, podoba mi się to. Życzę Ci jak najlepiej :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozdział cudny :)
    Mam nadzieję, że porozmawiają szczerze i sobie wszystko wyjaśnią. Z niecierpliwością czekam na następna część.
    Miłego dnia :)
    S.

    OdpowiedzUsuń
  39. Boże zaczęłam go czytać na Wattpadzie i serio mnie wkręciłaś :D YOU MADE MY DAY dziękuje i czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  40. KOCHAM DZIĘKUJĘ <3<3<3
    G.

    OdpowiedzUsuń
  41. No po prostu taki adjkabkjfbajskbk <33
    Masz dar w pisaniu :3
    Zapraszam do siebie :3
    http://terriblefanfic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  42. Piekne����

    OdpowiedzUsuń
  43. ten koniec to po prostu więcej nić życie i wgle cały rozdział awww piękny

    OdpowiedzUsuń
  44. jwgefhbjhdmberhjhmf lece czytać kolejny rozdział, Boże Ashton, jaki kochany x

    OdpowiedzUsuń

Komentarz to największa motywacja dla autora, nawet ten niepochlebny.